Kontakt z nami


E-mai: info@fundacjaprima.pl
Skype: fundacjaprima
Telefon: 533 034 000; 603 464 603

Ama

Otóż,.... mam w domu 2 duże psy, 4 koty i królika,... ale chcę opisać historie mojej suczki-starowinki.
Było to ponad 2,5 roku temu. Po zaginięciu mojej kotki postanowiłam przygarnąć jakiegoś kolejnego kociaka. Decyzja padła na schronisko w Jeleniej Górze (z tego miasta pochodzę).Umówiłam się z moim bratem iż pojedzie ze mną abym nie musiała się autobusem męczyć, bo z kociakiem (wystraszonym i zszokowanym) nie było by to wygodne. Zajechaliśmy tam ok, 14h. Była ładna pogoda. Wybraliśmy pospolitego buraska płci męskiej,.... i mieliśmy wracać do domu. Niestety, nie dało się przejść bez politowania nad tymi biednymi psiakami. Strasznie skomlały, szczekały, biegały w kółko albo skakały po klatkach a w oczach miały tyle łez, bólu, żalu i błagania. Iiii,.. PĘKŁAM!!!

Z miejsca postanowiłam, że wybiorę jednego i zabiorę ze sobą. Po szybkiej kalkulacji zdecydowałam, że będzie to duża, stara (bo takie mają najmniejsze możliwości adopcyjne) suczka. A suczka koniecznie, bo miałam już samca w domu który źle tolerował inne psy i jedynie czasami z sukami się dogadywał (z wielką rzadkością).Poprosiłam więc pana pracującego tam aby zaprowadził mnie do kojców gdzie się znajdują najstarsze, największe i najdłużej przebywające w schronisku suczki. Żal był ogromny! Skomlące z radości, pełne wielkiej nadziei, błagające chociaż o jedno głaśnięcie psiaki. Jak stanęłam przed tą klatką tak samo serce mi stanęło, żal ścisnął i ... zwątpiłam. Zastanawiałam się jak mam to zrobić aby wybrać tylko jednego, skoro tyle ich tutaj potrzebuje tego kochającego domu. Wyciągnęłam rękę i cała gromada dopadła się zaraz do bramki. Cieszyły się, skakały, prosiły. Był jeden wielki tłok,... gdy nagle zauważyłam, na końcu, stojący w miejscu, zrezygnowany już prawie, ale jeszcze resztkami nadziei, machający ogonem korpus. Trochę otyły, taki krępy, ciapciowaty, nie potrafiący się przebić przez te zgraje furiatów. Zwróciła moją uwagę. Odsunęłam się trochę wzdłuż płotu i skierowałam całą uwagę właśnie na tę psinę, prosząc ciepłym i spokojnym głosem aby do mnie podeszła. Była trochę zdziwiona i nie pewna, jak by nie wierzyła, że to do niej. Ze spuszczoną głową, lekko machającym ogonem i niezdecydowanym krokiem ruszyła powoli w moją stronę. Nie była wystraszona czy przerażona, raczej wyglądała na nie pewną tego co się dzieje. I nagle nastąpiła nieprzewidziana sytuacja. Psy rzuciły się do ataku. Zazdrosne, że skierowałam całą swoją uwagę tylko na jednego futrzaka, zaatakowały go. Obraz był straszny!!!.Cztery duże suki walczące między sobą i z nią. Ona na plecach, próbująca się bronić z całych sił. Nie miała szans! Jednak szybka, niestety dość drastyczna, reakcja pana tam pracującego pozwoliła na opanowanie sytuacji. Kiedy psy stanęły już w miejscu okazało się że jedyną poszkodowaną jest właśnie ta psinka o której względy tak prosiłam. Krwawiący pysk i spuszczone spojrzenie, pełne okropnego żalu, podniesiona łapa,.... wtedy zdecydowałam! Zabieram ją! NATYCHMIAST!!!

Pan od razu ją z klatki wyprowadził. Poszliśmy do biura. Rany okazały się nie groźne, więc suczka została od razu zwolniona do domu. Dowiedziałam się, że ma już wg weterynarza ok 10 lat. Uchodziła za spokojną i opanowaną, bezkonfliktową psinę. Wypełniłam papiery, uiściłam opłatę, psa w samochód i do domu. Jechała bardzo grzecznie. Do domu weszła spokojnie. Bez najmniejszego konfliktu przywitała się z domownikami i grzecznie położyła na wskazane jej posłanie. W domu powstało wielkie poruszenie. Oczywiście, jako nowy członek naszej rodziny (było nas-ludzi 5 osób + zwierzaki) była w centrum uwagi. Każdy się starał aby poczuła się jak najlepiej w nowym miejscu. Dostała imię Ama i zaczęła być rozpieszczana. Zadomowiła się bardzo szybko. Miała trochę problemów ze spacerami bo wyglądało tak jak by nie wiedziała o co w tym chodzi ale po czasie i obserwacjach naszego drugiego psa, szybko nabrała cech stałego domownika. Bardzo się przywiązała do mnie. Ja zostałam jej "najważniejszą osobą na świecie". Ama okazała się psem "bezobsługowym". Chodzi bez smyczy jak marzenie, jak trzeba to szczeka w domu odstraszając obcych, jest tolerancyjna dla wszystkich, dosłownie wszystkich. W domu, na mieście i w gościach zachowuje się idealnie. W samochodzie i u weterynarza bardzo grzeczna. Nie wybredna, czysta w domu i doskonale wie co, gdzie i kiedy się od niej wymaga. Do dzisiaj jest psem BEZPROBLEMOWYM.

Zapyta pewnie ktoś "A jak ze zdrowiem?".Otóż,...nie było by najmniejszego problemu z nią gdyby nie ostatnie jej zachorowanie. Tak ogólnie to szczepienie, odrobaczenie i odpchlenie były by jedynymi obowiązkami wobec niej. W październiku 2010 Ama skaleczyła łapę. Zrobił się stan zapalny, ropa i okropnie spuchło. Ratowaliśmy antybiotykami, potem trochę leczenie bioprądami i laserami, dwie małe operacje aby oczyścić ranę z ropy ale niestety nic nie pomagało. Ama zrobiła się apatyczna, smutna, ciągle śpiąca. Nie cieszyły jej już spacery, jedzenie ani inne jej przyjemności. W końcu po konsultacjach już z trzema weterynarzami padła diagnoza, że może to być rak. Prześwietlenie, badania i podjęłam decyzje że trzeba, niestety, amputować łapę. 3 grudnia 2010r po godzinie 19h odebrałam moją sunie od weta bez jednej już łapki. Ten krok okazał się zbawienny, decyzja była (z biegiem czasu jak patrzę na Ame) trafna. Przerzutów nie widać a suczka wróciła do zdrowia. Znów pełna dobrego humoru, szczęśliwa, radosna, szczekająca,.... jednym słowem "znów stała się sobą"!!! Mimo małej ułomności cieszy się radościami życia. Nie wiem ile jeszcze uda się jej przeżyć (a ma już ok 12lat) ale nie wygląda jak by się gdzieś wybierała.

Po nieznanych nam losach, skazana na kraty-schronisko, nie wiadomo co przeszła wcześniej, nie dawno utrata łapy a mimo tego chęci do życia jej nie brakuje. Ktoś by może pomyślał: "Oooo,.. stary pies, można było się spodziewać takiego przebiegu sprawy-nowotwór" ale ja nie żałuję. Uważam, że to co daje mi Ama i jej bezproblemowy charakter, to ogromny dar a problem z łapą to tylko mała, chwilowa niedogodność. Każdemu może się przydarzyć wypadek, złamana noga czy wycięty wyrostek ale czy to nas dyskwalifikuje jako dobrych ludzi? Czy choroby starcze powodują że stajemy się bardziej źli, nie godni zainteresowania i tracimy na wartości jako dobrzy ludzie? Nie! I tak samo jest z psami. Nie ich wiek gwarantuje nam powodzenia w wyborze idealnego dla nas psa, tylko jego charakter, tego czego się w życiu nauczył lub czego się da nauczyć. Wszyscy wiemy, że problemy i cierpienie uczą nas pokory, wrażliwości, dobroci i współczucia. A nieszczęście lub tragedia w życiu pozwala nam docenić to co posiadamy. Tak samo jest z psami. One też umieją docenić to co daje im człowiek,.... "miłość za miłość", "dobro za dobro", "oddanie za oddanie".
I uwierzcie,... SĄ TEGO WARTE!!! NIE POŻAŁUJECIE!