Kontakt z nami


E-mai: info@fundacjaprima.pl
Skype: fundacjaprima
Telefon: 533 034 000; 603 464 603

Bona

Bona trafiła do mojego domu z łódzkiego schroniska w połowie maja. Kiedy zobaczyłam pierwsze jej zdjęcia na tle schroniskowej rzeczywistości - zagubiona, siwa mordka ze zdziwionym i niedowierzającym spojrzeniem, jakby mówiła "To takie teraz ma być moje życie?", podjęłam decyzję. Postanowiłam zostać dla Bony domem tymczasowym, troszczyć się o nią, spowodować, żeby poczuła się spokojna i bezpieczna. I przygotować ją do adopcji.

Jednak mijały kolejne miesiące - skończyła się wiosna, przebrzmiało lato, rozpoczęła się jesień, a Bona wciąż czekała na nowy dom. Telefon czasem dzwonił, jednak zainteresowanie potencjalnych adoptujących mijało z chwilą, gdy dowiadywali się, że Bona ma około 7-8 lat, a może nawet więcej.

Jednocześnie obserwowałam pogarszający się stan zdrowia Bony - coraz wyraźniejsza kulawizna, kaszel, w końcu zauważyłam zgrubienie w obrębie listwy mlecznej. Częste wizyty u weterynarza, leczenie, dalsza diagnostyka i wielkie obawy, czy Bona będzie zdrowa, czy odzyska sprawność.

Patrząc na uśmiechnięty pysk Bony, na jej radość, kiedy tarza się w trawie, kiedy bawi się piłeczką, kiedy cieszy się na widok obroży, choć o dalekim spacerze nie może być mowy, kiedy śpi spokojnie przytulona do mnie, podjęłam koleją ważną decyzję o adopcji Bony i zapewnieniu jej bezpiecznej przystani do końca życia, choćby ono miało trwać krótko.

Dziś moja już Bona dochodzi do zdrowia po operacji usunięcia listwy mlecznej, gdyż wykryty guz okazał się niestety złośliwy. Z dnia na dzień jest nam coraz łatwiej. Bona ma tak silną wolę życia, że czasem sama jej zazdroszczę. Wierzę, że jeszcze pobiega za piłką, popływa w jeziorze i niejedno lato spędzi w naszym ogrodzie, wygrzewając się w słońcu. Z pewnością nie miała łatwego życia, zrobię wszystko, że by o tym w moim domu zapomniała.