Kontakt z nami


E-mai: info@fundacjaprima.pl
Skype: fundacjaprima
Telefon: 533 034 000; 603 464 603

Czajka

Czajka trafiła pod opiekę fundacji w 09 grudnia 2007 roku. Została znaleziona błąkająca się na odludziu. Jakaś dobra duszyczka zawołała ja do samochodu i odwiozła do schroniska. Sunia była bardzo wychudzona i ogólnie w strasznym stanie, miała ubytki sierści na całym ciele, łapy miała praktycznie łyse, a skórę na nich bardzo zaognioną. Gdzie nie gdzie miała rany. W suni zakochała się bardzo wtedy młoda dziewczyna, a Czajeczka jak się później okazało odmieniła jej życie.

Marysia o Czajce:
Moja historia z Czajką zaczęła się na kilka miesięcy przed tym, jak ostatecznie zdecydowałam się ją wziąć. Zawsze marzyłam o swoim własnym psiaku i zawsze chciałam, żeby był to malamute bądź nowofundland. Mój dom zawsze był pełen zwierząt i nigdy nie zabrakło w nim psów. Zawsze jednak były to psy mojej mamy. Zawsze wiązałam przyszłość ze zwierzętami. Dlatego po maturze poszłam na zootechnikę i poszłam do swojej pierwszej pracy. Sklepu zoologicznego. Co jakiś czas z ciekawości wyszukiwałam na różnych stronach albo malamutów albo niufków.
Wpisałam w allegro malamuta i pokazała mi się ona, CZAJKA, coś niesamowitego, od razu serce zaczęło mi mocniej bić. Te oczy, smutne, zagubione.
Niestety nie mogłam nic zrobić. Mieszkałam z rodzicami a razem z nami Mela, która nie koniecznie toleruje inne psy a już na pewno suki. Minęło kilka tygodni, co i rusz Czajka znów widniała na stronie. Zaczęłam dopytywać się znajomych, rodziny, że może ktoś by chciał te najsmutniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałam. Nikt. Pomyślałam, że może co miesiąc mogła bym wysyłać jej pieniążki, karmę cokolwiek co polepszyło by jej standard życia.
No właśnie standard życia. Dowiedziałam się, że dostaje karmę od Fundacji Malamutów, ale przecież to nie uratuje jej duszy. Zaczęłam kombinować, wysyłać sms-y do znajomych czy nie mają jakiegoś mieszkania do wynajęcia. I od tego momentu wiedziałam, że nie popełniam błędu.
W ciągu jednego dnia znalazłam mieszkanie - domek jednorodzinnym z dość dużym ogrodem jak na Warszawę. Kilka dni później powiedziałam rodzicom, że się wyprowadzam. Przyjęli to nieźle ale na wiadomość, że dlatego, że biorę psa zdębieli. Powiedziałam, że to ostateczna decyzja i nic jej nie zmieni. Zgodzili się. Poprosiłam tatę aby ze mną po nią pojechał. Odmówił, do tej pory nie wiem czemu. W czasie kiedy szukałam transportu zdążyłam się przeprowadzić. Na drugi dzień mieszkania samej odwiedziła mnie Kazuria z wizytą przed adopcyjną. Boże jak ja się wtedy stresowałam, że decyzja nie będzie leżała po mojej stronie. W tym czasie mój dawny znajomy zgodził się mnie tam zawieźć i przywieźć. Była też odpowiedź. POZYTYWNA!!!
Ach!!! Cóż za szczęście.
Pojechaliśmy. Do tej pory pamiętam kiedy ją zobaczyłam moja pierwsza myśl była - ale ona wielka. Wróciliśmy. To było zaraz po świętach wielkanocnych. Czajka wpadła i od razu spałaszowała moje ciasta świąteczne. Pierwsze noce nie były przespane z powodu szczurów w klatce na które Czajka ochoczo pohukiwała. Wzięłam sobie kilka dni wolnego, żeby móc zapoznać się z Czajką. Jeszcze w tym czasie poszłyśmy na spacer kiedy mój Aniołek spałaszował jakąś starą kiełbasę. Oczywiście się zatruła. Pojechałam z nią do pracy bo miała biegunkę i wymiotowała. Przyjechała nasza Pani weterynarz która zapisała mi leki i antybiotyk. Musiałam go podawać 3 razy dziennie. Niestety nie mogłam już wziąć dni urlopowych a pracowałam po 12 godzin. Poprosiłam wtedy mojego faceta, żeby pojechał wyszedł z nią na spacer i podał lek. Pamiętam, że byłam już totalnie spłukana i nie było mnie stać na zabezpieczenie Czajki przeciw kleszczom. Przypominałam się mojemu facetowi, żeby nie zabierał jej do lasu. Oczywiście to zrobił, nie zdążył nawet przyjechać do pracy oddać mi kluczy do domku. Byłam na niego wściekła. Gdyby moja perełka dostała babeszjozy chyba bym go utłukła!
Hmm. Tak się zakończył nasz związek, ale zaczęłam się spotykać z kolegą, z którym jechałam po Czajeczkę, i tak oto teraz jestem jego żoną, mamy dziecko. Z Czajką przeżyłam najpiękniejsze chwile swojego życia a było ich mnóstwo !!!
Obróciła mój świat do góry nogami. Była jedną z największych miłości mojego życia. Nigdy nie było z nią problemów po mimo iż często się mówi, że pies schroniskowy jest "trudny". Ach ale za to ile radości.
Była u nas ponad 2,5 roku. Miała zwyrodnienie kręgosłupa co bardzo utrudniało jej poruszanie się i nasze ukochane spacerki. Gdy zwykłe leki przestały działać Czajka dostała sterydy, po których zaczęła okropnie chudnąć a już była bardzo chuda. Dowiedziałam się, że to może być nowotwór.
Dzisiaj juz jej nie ma- 04.11.2010r. uśpiliśmy ją bo miała przerzuty do płuc.
Widząc jak umiera mój ANIOŁ STRÓŻ pękło mi serce [*]