Kontakt z nami


E-mai: info@fundacjaprima.pl
Skype: fundacjaprima
Telefon: 533 034 000; 603 464 603

Jako



Nie byłoby Jakusia w naszym domu, gdyby wcześniej nie dożył w nim swoich dni niewidomy Gucio. Kiedy w moim sercu zrobiło się miejsce na jeszcze jednego przyjaciela, postanowiliśmy z mężem kupić czarnego szczeniaka labradora. Zrządzeniem losu zobaczyliśmy stronę Fundacji PRIMA, a tam białe, niewidzące oczy - takie jak u Gucia- słodkiego, wystraszonego uroczego biszkopta. Pomyśleliśmy, że choć nie czarny i niemłody, siedmioletni Jako mógłby w naszym domu znaleźć swoje miejsce. Wiedzieliśmy, że niewidomy pies, jest takim samym psem, jak widzący, że może być szczęśliwy, skory do zabawy i że może "wodzić wzrokiem" pełnym miłości za człowiekiem, który go kocha. W dodatku byliśmy wytrenowani w porządku - ze względu na ułomność Gucia, nie zmienialiśmy ustawienia mebli, nauczyliśmy się np. nie rzucać plecaka na podłogę, itp. Kiedy myśleliśmy o starszym psie, bolało nas trochę, że nie będziemy widzieć jak rośnie od szczeniaka, że to nie my go ukształtujemy itp.

Nasze wątpliwości rozwiały się podczas wizyty przedadopcyjnej. Odwiedził nas nie tylko Jako, ale też półroczny szalony Szaman, który w ciągu pierwszych kilku minut, ściągnął z dwóch stołów obrusy, zjadł naszemu dwuletniemu dziecku chrupki z miseczki i brykał tak, że synek usiadł na kanapie i przesiedział tam ze strachu ponad godzinę. Jako w tym czasie grzecznie leżał i dawał się drapać po brzuszku. Uświadomiliśmy sobie, że szczeniak wymaga zbyt wiele wysiłku w naszej konkretnej sytuacji: że z małym dzieckiem nie dalibyśmy rady poświęcać mu zbyt wiele czasu na ćwiczenia czy spacery. Jako nagle wydał nam się ideałem: cieszyliśmy się, że ominie nas nauka czystości, że nie trzeba będzie wychodzić z nim na 3 długaśne spacery dziennie itp. W końcu Jako zamieszkał z nami. Zachwycił nas swoją mądrością, tylko jednego dnia potrzebował, by zrozumieć, że nie może wchodzić do sypialni, nauczył się też załatwiać w jednym miejscu ogrodu, choć na początku nie wiedział, o co nam chodzi. Mimo, że nie jest pierwszej młodości chętnie bawi się zabawkami, przynosi piłeczki, a szukanie schowanych smaczków to jego ulubiona zabawa. Wystarcza mu jeden dłuższy spacer dziennie, wieczorami czasem trudno go zmusić do wyjścia - już mu się nie chce. To najcudowniejszy pies pod słońcem, straszny pieszczoch. Początkowo bardzo do mnie przywiązany, z czasem przylgnął też do męża. Te wszystkie jego przymioty pozwoliły nam, pomimo chwil zwątpienia, przetrwać trudne chwile, które pojawiły się z Jakusiem. Otóż Jako bał się zostać sam w domu, szczekał, skakał na drzwi. Zaproszona behawiorystka wyjaśniła nam, co się dzieje z Jako: po tylu przejściach potrzebuje stabilizacji, musi odbudować swoją pewność siebie i zaufać człowiekowi. Trwało to pół roku, kiedy zawsze ktoś zostawał w domu z psem - było to bardzo trudne doświadczenie. Z czasem zaczęliśmy obserwować poprawę, teraz Jako zostaje w domu nawet na 6 godzin. Ten pies potrzebował po prostu więcej czasu, żeby nam zaufać i uwierzyć, że kochamy go całym sercem, że jest dla nas wymarzonym psem. Teraz, gdy już to wie, odpłaca nam tym samym - jeszcze co prawda nie wodzi za mną pełnymi miłości oczami, ale wiem, że i ta chwila kiedyś nastąpi. Póki co, inaczej okazuje swoje przywiązanie: łapa ląduje na moim kolanie, pyszczek zaraz obok, ogon kręci młynki a niewidzące oczy mówią: "przytul mnie, proszę!"